Po ponad tygodniowym okresie laby, związanej z Bożym Narodzeniem oraz Nowym Rokiem, Tygrysek nie mógł się doczekać, aż znowu spotka się z najlepszym przyjacielem. Janek wyjechał z rodzicami do dziadków do sąsiedniego miasta, gdzie wspólnie spędzali czas w gronie cioć, wujków i starszych kuzynów. Nasz mały bohater bardzo chciał opowiedzieć przyjacielowi jak mu minęły święta: jakie potrawy były na wigilijnym stole, jakie prezenty dostał pod choinkę i wreszcie – o pokazie fajerwerków na osiedlu, zorganizowanym przez sąsiadów.
Gdy wreszcie Janek powrócił do domu, od razu zadzwonił do Tygryska i uprzedził, że wkrótce go odwiedzi. Chłopiec umilał sobie oczekiwanie zajadając ulubione chrupki kukurydziane i planując co będą wspólnie robić. Wreszcie przyjaciel stanął w progu z niedużym plecakiem. Śmiechu i radości było co nie miara. Gdy Tygrysek skończył opowiadać o noworocznym pokazie, Janek powiedział z błyskiem w oku:
– Ha! Odnośnie sztucznych ogni, to mam coś ekstra.
– Co takiego?
– Moi kuzyni też urządzili wspaniały pokaz. Mieli bardzo dużo fajerwerków i petard. Co nieco zostało, więc przyniosłem. Mam też zapałki. Co ty na to, żebyśmy je odpalili gdzieś na polanie?

Janek, podekscytowany, szeroko się uśmiechał i czekał na reakcję przyjaciela. Był przekonany, że Tygrysek będzie pod wielkim wrażeniem i od razu się zgodzi. Jednak, ku zaskoczeniu, usłyszał w odpowiedzi:
– Oszalałeś??? Twoi rodzice wiedzą, że je masz?
– Nie… Ale o co ci chodzi? Czemu się denerwujesz?
– Janku… petardy są bardzo niebezpieczne. Pamiętasz, co pani wychowawczyni mówiła tuż przed świętami? Że nie należy się bawić fajerwerkami bez opieki dorosłych, bo może stać się krzywda. A tak w ogóle, skąd twoi kuzyni je mieli?
– Oj tam – wzruszył przyjaciel ramionami. – Pani mówiła, że trzeba umieć się z nimi obchodzić, a ja umiem. Wszytko mi pokazali kuzyni. Kończą liceum i sami je sobie kupili. No chodź, nie daj się prosić. Wszystko będzie dobrze.

Tygrysek niechętnie się zgodził. Coś mu mówiło, że to nie jest dobry pomysł, ale pamiętał tę cudowną grę świateł i kształtów z wybuchających na niebie fajerwerków z sylwestrowej nocy. Poza tym Janek zapewnił, że wie jak się z nimi obchodzić… Ubrali się i poszli na polankę za osiedlem. Tam Janek wyjął najmniejszą petardę, wcisnął ją mocno w zmrożoną ziemię, odpalił i odszedł na kilka kroków. Po chwili nastąpił wybuch – petarda poleciała wysoko w niebo i wybuchnęła setkami kolorów.
– Piękne… – zachwycił się Tygrysek. – Teraz moja kolej.
Kilka razy odpalili kolejne petardy, zaśmiewając się przy tym do łez. Jednak przy ostatniej coś poszło nie tak. Fajerwerk nie poleciał w niebo, tylko wybuchł tuż przy ziemi. Chłopcom aż zadzwoniło w uszach, a iskry spadły na kurtkę Tygryska i wypaliły w niej dziury. Obaj zamarli z przerażenia.
– Przepraszam, miałeś rację, to rzeczywiście było niebezpieczne. Kiedy kuzyni odpalali, wydawało mi się to bardzo proste – wyszeptał Janek po długiej ciszy.
– Też jestem winny. Mogłem się nie zgodzić – odparł ze smutkiem Tygrysek.
Mógł sobie tylko wyobrażać jak bardzo rodzice będą rozgniewani z powodu tego co zrobili i zniszczonej kurtki. I rzeczywiście tak było. Gdy mama i tata otrząsnęli się z szoku, widząc zmarnowanych malców i podziurawione ubranie, cierpliwie wysłuchali całej historii. Janek popłakując opowiedział wszystko ze szczegółami i wziął całą winę na siebie.
– Oj, chłopcy… Bardzo źle postąpiliście – powiedział poważnym tonem tatuś. – Fajerwerkami mogą zajmować się tylko dorośli, i to też nie wszyscy. Znam ludzi, którym wyrządziły one dużo większą krzywdę, niż tylko strata kurtki. Poza tym wolno ich używać tylko podczas sylwestrowej nocy. A pomyśleliście o biednych zwierzątkach, które cierpią z powodu wybuchów? Wszystkie zwierzaki w okolicy na pewno mocno przeżyły wasze nieodpowiedzialne zabawy.
Po tych słowach przyjaciele byli zdruzgotani. Zrozumieli jak głupio postąpili. Było im również żal zwierzątek, o których kompletnie nie pomyśleli. Obaj tylko zwiesili głowy.
Minęło kilka dni, a historia z fajerwerkami długo nie dawała Tygryskowi spokoju. Któregoś wieczora, zajadając chrupki, wpadł na pewien pomysł, którym natychmiast postanowił podzielić się z rodzicami:
– Moi kochani – rozpoczął uroczyście. – Po pierwsze chcę was jeszcze raz przeprosić i przyrzec, że już nigdy, przenigdy, nie będę bawił się fajerwerkami. A po drugie, chcę jakoś wynagrodzić zwierzątkom stres, jaki im zafundowaliśmy. Dlatego całe kieszonkowe przeznaczę na zakup karmy dla piesków i kotków, których na osiedlu biega mnóstwo. Co wy na to?
Rodzice spojrzeli na siebie porozumiewawczo. Widać było, że słowa syna zrobiły na nich wrażenie.
– Tak zachowuje się prawdziwy i odpowiedzialny mężczyzna – oświadczył tata. – Cieszę się Tygrysku, że wyciągnąłeś wnioski ze swojego zachowania. Jutro jedziemy na zakupy.
Autor: Dominik Szczap