Tygrysek robi zapasy

Za domem tygryskowej rodziny rósł ogromny sad, a w nim co roku dziadziuś zbierał owoce. Był z nich bardzo dumny. Dorodne jabłuszka, soczyste gruszki, smakowite śliwki, czy przepyszne wiśnie i czereśnie, były prawdziwymi skarbami natury, z których powstawały później znakomite dżemiki i powidła. Cała rodzina je uwielbiała i zajadała się nimi przez całą zimę.

–  Tygrysku, najwyższa pora pozbierać jabłuszka, by się nie zmarnowały i nie zmarzły w nocy. Pomożesz mi? – poprosił pewnego jesiennego dnia dziadziuś.

– Nie mam ochoty – odburknął nieoczekiwanie maluch. – A zresztą zostało mi dużo lekcji do odrobienia.

Dziadkowi zrobiło się przykro, ale cóż robić? Zasmucony ruszył do sadu w pojedynkę. Jego ukochane jabłka nie mogły czekać.

Tymczasem Tygrysek, odrobiwszy lekcje, postanowił wybrać się na spacer. Pogoda była przepiękna: słoneczko jeszcze przygrzewało sprawiając, że opadłe liście z drzew mieniły się tęczowymi kolorami. Nic nie zapowiadało nadchodzącego wkrótce śniegu i mrozów.

– Nieładnie Tygrysku, że nie chciałeś pomóc dziadziusiowi – usłyszał nagle cichutki głos dochodzący spod drzewa. Był to mały jeżyk, który w stercie liści pieczołowicie zbierał owady.

– A co ty robisz? – zainteresował się maluch.

– Jestem bardzo zapracowany, właśnie kończę zapełniać moją spiżarnię. Wkrótce przecież przyjdzie zima. Przepraszam cię, ale nie mam czasu – usprawiedliwił się jeżyk i zniknął w liściach.

– E, tam – wzruszył ramionami urażony Tygrysek. Postanowił pójść dalej, w kierunku lasu. Może spotka kogoś chętnego do zabawy? Wkrótce zobaczył wiewiórkę, która widać było, że gdzieś mocno się śpieszy, dźwigając w łapkach dużego orzecha.

– Hej, dokąd tak pędzisz? – zakrzyknął wesoło.

– Do dziupli. Muszę pozbierać jak najwięcej orzechów, żeby mieć co jeść do wiosny – odpowiedziała zdyszana i pobiegła dalej.

Tygrysek mocno się zdziwił: co oni wszyscy tacy zabiegani? Dlaczego nikt nie chce porozmawiać? Nagle – pac! Coś spadło na ścieżkę. Był to okazały żołądź, który ni stąd ni zowąd wylądował mu pod nogami. Maluch spojrzał w górę, ale niczego nad sobą nie dostrzegł. Wtem na ścieżce przysiadła sójka. To ona zgubiła żołędzia.

– No nie mów mi, że i ty robisz zapasy – roześmiał się Tygrysek.

– Oczywiście – przytaknęła sójka. – Wiele zwierząt przygotowuje się do zimy i znosi pożywienie do swoich dziupli i norek, bo gdy śnieg wszystko przykrywa, wtedy trudno o pożywienie.

Tego było już Tygryskowi za wiele. Przysiadł na kamieniu, wyciągnął paczuszkę ulubionych chrupek kukurydzianych, włożył jedną do ust i zaczął się zastanawiać nad tym, co usłyszał: ,,A może jeżyk miał rację? Może faktycznie źle zrobiłem, że nie pomogłem dziadziusiowi? Wszyscy wokół robią zapasy, a przecież owoce z naszego sadu my też przechowujemy w spiżarni. I nigdy ich potem nie brakuje. Zajadamy się nimi przez całą zimę. Czyli robimy dokładnie tak samo jak zwierzątka! Muszę to naprawić!”

Natychmiast pobiegł do sadu.

– Dziadku, przepraszam! – wykrzyknął zdyszany. – Chcę ci pomóc.

– Kochany mój, bardzo się cieszę! – uśmiechnął się dziadziuś szeroko. – Tutaj są skrzynki. Pozbieraj jabłuszka i ostrożnie powkładaj je do środka.

Pracowali razem całe popołudnie. Tygrysek nawet nie zauważył jak zaczęło się robić ciemno. Obaj byli bardzo zmęczeni, gdy powrócili do domu. Rodzinna spiżarnia była wypełniona skrzynkami z dorodnymi owocami, a ich piękny zapach roznosił się po całym domu.

– Jestem z ciebie bardzo dumny – pogładził syna po głowie przed snem tata. – Pomogłeś dziadkowi i zrobiłeś dobry uczynek. Dzieci powinny pomagać starszym.

– Wiem, tatusiu. Już zawsze będę pomagał – uśmiechnął się Tygrysek i potężnie ziewnął. Już miał powiedzieć o pouczających spotkaniach z jeżykiem, wiewiórką i sójką, ale nie zdążył, bo natychmiast zasnął.

Autor: Dominik Szczap

Opublikowano
Umieszczono w kategoriach: Bajki