To był kolejny deszczowy dzień. Grube, ołowiane chmury przetaczały się po niebie, a krople miarowo dzwoniły o szyby. W dodatku mocny wiatr targał gałęzie pobliskich drzew. W taką pogodę nie da się pójść pobawić z kolegami, ani pojeździć na rowerze. Co robić?
– Tato, nudzę się – powiedział mały Tygrysek mocno zrezygnowanym głosem. Szaruga za oknem nie nastrajała ani do zabawy ulubionymi klockami, ani do czytania książek, ani rysowania, co przecież Tygrysek najbardziej lubił w wolnych chwilach.
– Chodź, pójdziemy do piwnicy – odpowiedział tata. – Szukałeś kiedyś skarbów, mój kochany?
– Skarbów? – zainteresował się Tygrysek. – A to w piwnicy można znaleźć jakieś skarby?
– Przekonasz się. Chodźmy!
Tygrysek nieszczególnie lubił chodzić do piwnicy. Zawsze było w niej ciemno i jakoś nieprzyjemnie. Tym razem jednak szedł razem ze swoim tatą, a dodatkowo mieli szukać skarbów – to brzmiało bardzo ciekawie!
Gdy zeszli po starych, skrzypiących schodach i otworzyli ogromne drzwi, ich oczom ukazał się rząd dużych pudeł poustawianych na półkach przy ścianie. Tata zaczął je po kolei otwierać i pokazywać ich zawartość. W pierwszym pudle była stara kolejka elektryczna. W drugim – zakurzone i pożółkłe zdjęcia. W kolejnym zardzewiały mały rowerek.
– To są właśnie nasze skarby –
oświadczył tata.– Jak to? – zdziwił się Tygrysek – Dlaczego te przedmioty nazywasz skarbami, tato?
– Bo to są moje skarby. Moje pamiątki z dzieciństwa. Zobacz, na tym rowerku uczyłem się jeździć. A tą kolejką bawiłem się, gdy byłem w twoim wieku. A te zdjęcia – popatrz sam: tutaj są twoi dziadkowie, mama, ty, gdy byłeś malutki, nasze wspólne wakacje…. Pooglądaj, a ja pójdę na górę.
Tygrysek został sam. Przegryzając ulubione kukurydziane chrupki zaczął przeglądać pożółkłe fotografie. Były rzeczywiście fascynujące. Tata miał rację: to były prawdziwe skarby.

– Pi, pi, pi – usłyszał nagle cieniutki głosik za sobą. Głosik należał do maleńkiej myszki, która mieszkała w tej piwnicy.
– Tygrysku, to jeszcze nic! Chodź, pokażę ci prawdziwy skarb. Tylko poczęstuj mnie chrupkami. Słyszałam, że są naprawdę pyszne.
Przez dłuższą chwilę zajadali się wspólnie, a potem ruszyli w stronę dużej wnęki za starą szafą. Mimo ciemności, Tygrysek tym razem nie bał się wcale. Myszka prowadziła go przez zakamarki piwnicy, które dotąd znał tylko z opowieści. Pamiętał, że tata dość często chodził do tej części pomieszczenia i długo tam sprzątał. Czasem słyszał, jak po cichu mówił mamie, że czegoś szukał, ale nie udało mu się znaleźć. Był bardzo smutny z tego powodu.
W końcu dotarli na miejsce. Myszka wyciągnęła z kącika małe zawiniątko i wręczyła swojemu towarzyszowi. W środku był przepiękny pierścień z czerwonym oczkiem.
– Jest twój! – zdecydowała.
– Jak to? Dlaczego mi go dajesz? – zapytał zdziwiony Tygrysek.
– Bo on należy do twojej rodziny – odpowiedziała poważnie myszka – Znalazłam go dawno temu w kącie, a potem widziałam, że twój tata przez lata go szukał. Bałam się mu pokazać na oczy, przecież jestem tylko małą myszką. Ale wiem, że jesteście dobrzy dla innych, dbacie o zwierzątka, no i o przyrodę. Segregujecie odpady i oszczędzacie wodę. Pamiętaj, dobro zawsze do nas powraca!
Uszczęśliwiony Tygrysek pożegnał się czule z nową przyjaciółką i pobiegł na górę. Gdy wszedł do mieszkania pokazał tacie dar od myszki. Ten mocno przytulił syna.
– Kochany mój, zrobiłeś wielką rzecz! – wykrzyknął tata z radością. – Znalazłeś to, czego szukałem przez długie, dłuuuuuugie lata. Ten pierścień to nasza pamiątka rodzinna. Byłem przekonany, że utraciliśmy go na zawsze. Jesteś wspaniałym poszukiwaczem skarbów!
– To nie moja zasługa, tylko myszki – powiedział po cichutku do siebie Tygrysek uśmiechając się pod noskiem. Ale wiedział, że nie ma co opowiadać tacie o przygodzie, bo i tak by nie uwierzył. Tata i myszka z pewnością mieli rację: pamiątki z dzieciństwa to prawdziwe skarby. A dobro zawsze do nas powraca!