Zima u Tygryska

Codziennie, gdy Tygrysek pałaszował śniadanko przy kuchennym stole, w tle grało radio. Chłopiec nigdy specjalnie nie przywiązywał wagi do treści płynących z głośnika, jednak tego grudniowego poranka jego uwagę przykuła zapowiedź pogody na kolejne dni:

– …w najbliższy weekend nadejdzie prawdziwa zima i zostanie z nami na długo. Przewidujemy mocne opady śniegu. Białego puchu będzie po kostki.

Wreszcie! – zakrzyknął radośnie malec. Już od początku jesieni nie mógł się doczekać zimowej aury i tego, co się z nią wiąże. Od razu pojawiły się w jego głowie zimowe przyjemności, jak ślizgawka, zjeżdżanie na saneczkach czy bitwa na śnieżki – a więc wszystko, co dzieci lubią najbardziej. Gdy niedługo potem spotkał przyjaciela, oznajmił:

Słyszałeś? Będzie dużo śniegu, już w ten weekend!

Hurra! To co będziemy robić? – ucieszył się Janek.

Hmm… W sumie to nie zastanawiałem się jeszcze nad tym. Masz jakiś pomysł?

Może ulepimy bałwana? Jeszcze nigdy tego nie robiłem.

– W sumie ja też… – zmartwił się Tygrysek. – Ale coś wymyślimy. Przyjdź do mnie w sobotę – zaprosił przyjaciela.

Obaj niecierpliwie czekali na koniec tygodnia. W piątkowy wieczór, zgodnie z zapowiedziami z radia zaczął padać śnieg.

Jutro będzie wspaniały dzień – pomyślał nasz mały bohater i zasnął mocnym snem.

Rano zerwał się z łóżka wypoczęty i gotowy na zabawę. W nocy śniegu nasypało prawie po łydki. Kiedy przyszedł Janek, ochoczo wyszli na podwórko, jednak szybko zdali sobie sprawę, że tak naprawdę nie wiedzą, jak lepi się bałwana. Akurat do warsztatu szedł dziadziuś, więc postanowili go zagadnąć.

Chłopcy, to nie jest trudne. Musicie ulepić trzy kule ze śniegu: dużą, jako podstawę, potem średnią i na koniec mniejszą, która będzie głową. Zacznijcie od małych kulek, wielkości śnieżki. Potem ugniatajcie coraz więcej śniegu wokół nich, a na koniec po prostu te kule toczcie po ziemi, będą coraz większe.

Dziękujemy, dziadku! Ale bałwanek powinien mieć też guziki, oczy, nosek i uśmiech…

No i ręce! – wtrącił Janek.

Macie rację. Zróbmy tak: zajmijcie się najpierw kulami, a ja przyniosę wam coś, czym nadacie bałwankowi charakteru.

Chłopcy zabrali się do pracy według instrukcji dziadziusia. Zajęło im to sporo czasu, lecz w końcu na podwórku stanął pokaźny bałwanek. Wtedy ponownie nadszedł dziadziuś.

Kawał dobrej roboty! Macie tu gałązki, marchewki i węgielki. Przyniosłem też dwie paczuszki waszych ulubionych chrupek kukurydzianych. Smacznego!

Dwaj mali budowniczowie, pałaszując wyborne chrupki, wzięli się za ostatnie detale. Choć były różnice zdań w kwestii odstępów między guzikami i tego, jak ma wyglądać uśmiech bałwanka, osiągnęli  kompromis i nie zostało im nic innego, jak podziwianie skończonego dzieła. Bałwankowi nadali też imię – Kubuś. Kiedy zbierali się już do domu, nieoczekiwanie usłyszeli:

Bardzo się cieszę, że mnie stworzyliście. Wasza radość dała mi życie, ale zimno tu trochę. Moglibyście dać mi coś ciepłego?

Malcy byli zszokowani, że bałwanek ożył. Upewniwszy się, że nie śnią na jawie, przystali na jego prośbę. Janek oddał swój szalik, zaś Tygrysek pobiegł do domu po stary kapelusz.

Od razu lepiej, dziękuję! – rzekł z wdzięcznością Kubuś. – Przyjdźcie czasem do mnie, bo smutno mi będzie samemu.

To może ulepimy Ci kolegę? – zapytał rezolutnie Tygrysek.

Byłoby wspaniale. Chciałbym mieć przyjaciela, tak jak wy macie siebie.

Po krótkiej przerwie chłopcy ponownie zabrali się do pracy. Mieli już wprawę, więc drugi bałwanek powstał znacznie szybciej. A dzięki temu, że dziadziuś przyniósł im więcej materiałów, niż było trzeba, kolejny bałwanek wyszedł równie ładny jak pierwszy. Nie zapomnieli też o czapce i szaliku.

Kubusiu, oto Staś, twój nowy przyjaciel – przedstawił uroczyście Tygrysek.

– Jak wspaniale mieć towarzystwo – zachwycił się Kubuś. – Będziecie nas odwiedzać?

Oczywiście! – wykrzyknęli chłopcy zgodnie.

Całą zimę Tygrysek i Janek doglądali bałwanków. Co prawda Kubuś i Staś nie mogli się ruszać, więc nie uczestniczyli w zabawach, ale dużo radości im sprawiało, gdy chłopcy opowiadali, jak im minął dzień i w ogóle co słychać. Kiedy przyszła wiosna, bałwanki zaczęły się topić. Chłopcom było smutno, ale niewiele mogli zrobić. Widząc ich zmartwienie, już niemal całkiem roztopiony Staś powiedział:

Nie smućcie się, bo dzięki wam to była cudowna zima, prawda Kubusiu? Widzimy się za rok. Do zobaczenia, przyjaciele!

Autor: Dominik Szczap

Opublikowano
Umieszczono w kategoriach: Bajki