Klasowe urodziny Tygryska

Zbliżały się urodziny Tygryska. Maluch czekał na nie z utęsknieniem, ponieważ urodziny to zawsze taki jeden dzień w roku, gdy rodzina, przyjaciele i znajomi w szczególny sposób są serdeczni i uśmiechają się. Tygrysek uwielbiał tę niemal świąteczną atmosferę.

W szkole był taki obyczaj, że każdy uczeń, który obchodził urodziny, rozdawał cukierki wśród koleżanek i kolegów. Zawsze odbywało się to po wspólnym odśpiewaniu ”sto lat” i uroczystej ceremonii składania życzeń. Dlatego też należało się do tego odpowiednio przygotować. W popołudnie poprzedzające dzień urodzinowy Tygrysek miał wybrać się z mamusią na specjalne zakupy, by nazajutrz dla nikogo nie zabrakło choćby symbolicznego cukierka. Niestety, mama była bardzo zapracowana i perspektywa wspólnych zakupów rozsypała się, jak ziarenka grochu.

– Kochanie, najmocniej cię przepraszam. Przejdź się do naszego osiedlowego sklepiku i sam zakup co ci potrzeba na jutro. Jestem pewna, że dobrze wybierzesz – podpowiedziała.

– Dobrze mamusiu – odpowiedział maluch, oglądając razem z ukochaną kotką Yoko film w telewizji. Szkoda było mu przerywać oglądanie, więc postanowił, że wybierze się po urodzinowe cukierki, gdy film się zakończy.

– Tygrysku, niedobrze jest zostawiać takie sprawy na ostatnią chwilę – mruknęła przezornie Yoko.

– Eeee tam, zdążymy, jeszcze dużo czasu – odpowiedział maluch. Film był pasjonujący i ani się nie obejrzeli jak za oknem zrobiło się całkiem ciemno. Na wychodzenie z domu o wieczornej porze i zakupy było już zbyt późno. Mimo tego, jutrzejszy jubilat nie przejął się zbytnio. ’’Wstanę wcześniej i kupię cukierki przed pójściem do szkoły” – zdecydował rezolutnie.

Położył się przezornie wcześniej do łóżeczka, by łatwiej wstać, jednak z podekscytowania  nadchodzącymi nazajutrz wydarzeniami kompletnie nie mógł zasnąć. Przewracał się z boku na bok, usiłował liczyć w myślach baranki (co kiedyś podpowiedziała mu babcia, jako sposób na szybkie zaśnięcie), otworzył nawet okno, by wpuścić do pokoju trochę świeżego powietrza. Wszystko na nic. Sen jak nie przychodził, tak nie przychodził.

Nowy dzień nadszedł szybko. Budzik zadzwonił o zwykłej porze. Tygrysek, który zasnął prawie dopiero nad ranem, nie usłyszał jego terkotania. Gdy się ocknął było już bardzo późno. Zaspał i czasu wystarczyło na tyle, by ubrać się, szybko umyć ząbki, schować kanapki, dwie paczuszki  ulubionych chrupek kukurydzianych, uszykowanych jak zwykle przez babcię i pobiec do szkoły.

O wizycie w sklepie i zakupie cukierków nie było już mowy. Po prostu spóźniłby się na lekcje!

– Ojej, co ja teraz zrobię – jęknął przestraszony. – Przecież nie mogę nic nie ofiarować dzieciom w moje urodziny. To byłoby straszne!

Na szczęście ceremonia życzeń i częstowania cukierkami była zaplanowana na drugą lekcję. Zostało naprawdę niewiele czasu, by cokolwiek wymyślić, tym bardziej, że uczniom nie wolno wychodzić ze szkoły podczas zajęć. Tygrysek był zdruzgotany.

Rozpoczęła się przerwa po pierwszej lekcji. Zrezygnowany jubilat wiedział już, że sprawi przykrość swoim rówieśnikom. Sięgnął po paczuszkę chrupek… i w głowie zaświtała mu niespodziewana myśl: a co by się stało, gdyby zamiast cukierkami, poczęstować klasę swoimi chrupkami? Tak! To znacznie lepsze niż cukierki! Chrupki są zdrowe i pyszne, na pewno wszystkim będą smakować.

To był doskonały pomysł i wybawienie z niezręcznej sytuacji. Dumny z siebie wszedł do klasy.

– Kochany Tygrysku – powiedziała uroczyście pani wychowawczyni. – Z okazji twoich urodzin życzymy ci wszystkiego co najlepsze. Byś zawsze był dobrym uczniem i tak jak dotąd czułym na potrzeby innych. Wszyscy bardzo cię lubimy i podziwiamy.

Po wspólnym odśpiewaniu tradycyjnego ”sto lat” jubilat, ku zaskoczeniu dzieci, rozpoczął częstowanie chrupkami. Początkowo niektórzy mieli nietęgie miny, zaskoczeni, że to nie cukierki, jednak po chwili cała klasa chrupała w najlepsze. Przysmak Tygryska przypadł wszystkim do gustu. Pełen sukces!

– Wiesz Yoko,  koledzy zapowiedzieli, że na swoje urodziny też będą częstowali chrupkami – opowiadał szczęśliwy wydarzenia ze szkoły po powrocie do domu.

– Czyli nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło – mruknęła Yoko odnosząc się do cukierków, których zabrakło.

– No niby tak – odpowiedział Tygrysek. – Ale miałaś rację: nigdy nie wolno zostawiać ważnych spraw na ostatnią chwilę. To będzie dla mnie nauczka na przyszłość.

Autor: Dominik Szczap

Opublikowano
Umieszczono w kategoriach: Bajki

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *