Tygrysek i latawiec

Od kilku dni wiało niemiłosiernie. Pęd powietrza targał koronami drzew, a dachy pobliskich budynków zdawały się niekiedy unosić nagłymi podmuchami. W dodatku zacinał ostry, jesienny deszcz. Ta pogoda bardzo martwiła Tygryska. Bo to ani wyjść na podwórko, by pobawić się z kolegami, ani pojeździć na rowerze, ani pograć w piłkę. Czas był taki, że chciał czy nie chciał – musiał pozostać w domu.

,,Co tu robić?” – zastanawiał się. Dotychczasowe rozrywki już go znużyły. Klocki, telewizja, układanie książek – po prostu zrobiło się nudne. Postanowił sięgnąć po ulubione pałeczki kukurydziane. Ich chrupanie zawsze przynosiło dobre pomysły. Wzrok Tygryska padł na kolorową torebkę w która zapakowane były przekąski. I nagle olśniła go myśl: ”Przecież mogę zrobić latawiec. To będzie świetna zabawa!”.

Ale z czego zrobić taki latawiec? Tygrysek doskonale już wiedział: z paczuszki po chrupkach! Poszukał w kredensie dwóch porządnych słomek, które związał pośrodku i włożył do środka paczki, by ją usztywnić. Teraz sznurek – wszak latawiec musi być do czegoś przywiązany, by nie odlecieć w siną dal. Kłębek sznurka Tygrysek znalazł z komórce, gdzie tata trzymał narzędzia. Jeszcze tylko kilka wstążek po bokach paczki i… gotowe. Latawiec prezentował się nadzwyczaj okazale!

Następnego dnia wiatr nieco zelżał. Mały konstruktor postanowił więc wypróbować swoje dzieło w praktyce. Wybrał się na dużą łąkę nieopodal domu. To świetne miejsce na pierwszy lot. Rozwinął sznurek i zaczął biec z latawcem. Gdy poczuł pęd wiatru puścił go w górę… Latawiec pięknie wzbił się w powietrze. Sznurek trzeba było odwijać szybciej, bo dzieło Tygryska wznosiło się błyskawicznie. I nagle… sznurek pękł, a latawiec odleciał w nieznane smagany podmuchami powietrza.

Tygryskowi zrobiło się bardzo smutno: tyle pracy na nic. ,,Widocznie popełniłem jakiś błąd” – pomyślał i przygaszony wrócił do domu. Wieczorem przy kolacji był mało rozmowny. Chciał jak najszybciej zapomnieć o nieudanym eksperymencie.

Następnego dnia obudziły go glosy w przedpokoju. To tata rozmawiał z kimś i śmiał się w głos. Wkrótce wszedł do pokoju Tygryska trzymając w ręku… zagubiony latawiec.

Mój mały – zagadnął tata. – Teraz już wiem dlaczego nie mogłem doliczyć się kłębka sznurka w komórce. Pan listonosz znalazł twoje dzieło na drodze, a ponieważ wiedział, że uwielbiasz chrupki, od razu skojarzył kto był autorem tego wynalazku.

– No tak – odpowiedział zaspany Tygrysek –Widocznie coś zrobiłem nie tak, bo latawiec nie chciał mnie słuchać i zerwał się.

– Nic nie szkodzi. Twój projekt był bardzo dobry. Potrzeba go tylko odrobinę dopracować – uśmiechnął się ponownie tata. – Jestem z ciebie bardzo dumny.

Minęło kilka dni, w których Tygrysek wspólnie z tatą ulepszali latawiec. Tym razem fruwał wspaniale i ani razu się nie zerwał. Obaj mieli z tego wielką uciechę.

Największa niespodzianka czekała jednak w szkole. Niespodziewanie zwołano specjalny apel, na którym miał wystąpić pan dyrektor. Nikt nie wiedział o czym będzie mówił.

– Dzień dobry. Zebraliśmy się tutaj, by opowiedzieć wam o tym, jak można wykorzystać zużyte opakowania – zaczął dyrektor. – Wszyscy codziennie wytwarzamy mnóstwo śmieci, od których cierpi nasza planeta. Wcale tak nie musi być. Wystarczy czasem zastanowić się i dać opakowaniom drugie życie. Tak jak zrobił to Tygrysek. Tygrysku, wystąp – zaprosił stanowczym głosem.

– Oto mały wynalazca – ciągnął dyrektor. – Zamiast wyrzucać opakowanie po chrupkach do kosza, zrobił z niego latawiec. Wiemy o tym od pana listonosza. Brawo Tygrysku! Zrobiłeś coś wielkiego!

Wiwatom nie było końca. Onieśmielony Tygrysek stał na środku mocno zawstydzony całą sytuacją.

– Ale przecież to nic takiego – próbował się bronić przed gratulacjami.

– Owszem – odpowiedział poważnie pan dyrektor. – Dałeś nam wszystkim przykład, jak należy dbać o środowisko. Jak chronić przyrodę. Należy ci się nagroda.

Niedługo potem uszczęśliwiony Tygrysek wracał do domu dźwigając wspaniały, wielki latawiec, który otrzymał jako nagrodę

,,I kto by pomyślał, że zaczęło się od zwykłego opakowania po moich chrupkach” – powiedział do siebie uśmiechając się szeroko.

Autor: Dominik Szczap

Opublikowano
Umieszczono w kategoriach: Bajki

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *